Zdaj się na własny instynkt! – rozmowa z Kamilą Niećko

Blog / Zdaj się na własny instynkt! – rozmowa z Kamilą Niećko

W cyklu Biznes Na Szpilkach moim dzisiejszym gościem jest Kamila Niećko – właścicielka firmy sprzątającej Pink Cleaning ze Swansea, która rozwinęła swoje przedsiębiorstwo na tyle, że dziś kieruje nim zdalnie z Polski. Przeczytajcie naszą rozmowę.

Co sprawiło, że przyjechałaś do Anglii?

Historia zaczęła się dosyć nietypowo – mojego męża poznałam bowiem przez internet. Mieszkałam wtedy we Wrocławiu, a on w Wielkiej Brytanii. Pewnego dnia pojechałam do niego i… już zostałam. Żadne z nas nie chciało zostawać tam na dłużej, ale w końcu zrobiło się z tego 9 lat. Początkowo pracowałam w hotelu, gdzie mąż był managerem. Kiedy zaszłam w ciążę i urodziłam, zaczęłam się zastanawiać, co dalej.

Jakie miałaś pomysły?

Młoda matka w UK może w zasadzie żyć z zasiłków, jednak wiedziałam, że to nie jest rozwiązanie dla mnie. Od razu wiedziałam, że wykorzystam ten czas, by otworzyć coś swojego. W Polsce pracowałam w dziale kadr i płac, ale nie wyobrażałam już sobie powrotu do takiej pracy. Przychodziły mi do głowy różne możliwości, ale w końcu postanowiłam otworzyć firmę sprzątającą. Ponieważ interesowałam się wcześniej brandingiem, od razu wiedziałam, że muszę stworzyć markę. Dobrałam więc kolor, nazwę i cały branding – od ulotek po naklejki na samochody i stronę internetową.

Jak zaczynałaś ze swoją firmą? Czy sama byłaś tą pierwszą osobą sprzątająca?

Tak, na początku pracowałam tylko ja; nie chcieliśmy ponosić kosztów zatrudnienia, by móc zainwestować jak najwięcej w reklamę. Pamiętam same początki – drukowaliśmy ulotki na zwykłej, domowej drukarce i roznosiliśmy sami podczas spacerów z dzieckiem. Z tych pierwszych ulotek przyszli pierwsi klienci.

Dopiero kiedy zaszłam w drugą ciążę, postanowiliśmy zatrudnić pierwszą pracownicę. Na tym etapie mój mąż zrezygnował z pracy na etacie, by pomóc mi prowadzić firmę. Dziś mamy ponad 20 pracowników, a firma rozwija się coraz szybciej.

W jaki sposób pozyskałaś pierwszych klientów biznesowych?

Tu mieliśmy trochę szczęścia, ponieważ okazało się, że nasz trzeci czy czwarty klient był managerem pola golfowego. Ośrodek, w którym pracował, współpracował już z wieloma firmami sprzątającymi i każda ich zawodziła – nie chodziło tylko o jakość samego sprzątania; pracownicy często nie stawiali się po prostu do pracy. Postanowili więc skorzystać z naszych usług i tak się to zaczęło. Kolejne rekomendacje nadeszły bardzo szybko. W tej chwili obsługujemy puby, hotele, restauracje, przychodnie i dentystów – łatwiej chyba wymienić, gdzie nas nie ma.

Jak myślisz, co przyczyniło się najbardziej do Twojego sukcesu?

Konsekwencja i wsparcie męża, bo to tak naprawdę nasz wspólny sukces. Kiedy ja już miałam dość i chciałam się poddać, wtedy mój mąż brał więcej na swoje barki. Gdy to on miał chwile zwątpienia, ja przejmowałam stery. To pozwoliło nam przetrwać niełatwe początki, a naprawdę nie było łatwo. Początkowo zarabialiśmy mniej niż wszyscy dookoła, pracując przy tym znacznie więcej. Stopniowo było oczywiście było coraz lepiej, jednak wciąż pamiętamy, jak wielką pracą okupiliśmy powodzenie naszej firmy.

Mieliście jakąś strategię?

Od samego początku ustalaliśmy sobie plan działania oraz konkretne targety do osiągnięcia – ile ulotek musimy roznieść, ilu klientów pozyskać, ile wysłać listów, maili. Wiedzieliśmy więc dokładnie, co robimy i, jakie rezultaty chcemy osiągnąć. Gdy to zaczęło odnosić sukces, każda pozytywna informacja zwrotna od klienta była dla nas niesamowitym zastrzykiem energii.

Jak myślisz, co stoi na przeszkodzie Polkom, które chciałyby pójść Twoim śladem?

Myślę, że to w dużej mierze jest znajomość języka. Znam osoby, które chciałyby spróbować swoich sił w biznesie, jednak nie mają do tego umiejętności komunikacyjnych. Często są to uzdolnione lub wykwalifikowane osoby, które ze względu na nieznajomość angielskiego mogą świadczyć usługi dla Polaków, a przecież to bardzo ograniczony rynek i taka osoba traci na tym ogromne pieniądze.

Czy spotkałaś się z jakimiś trudnościami?

Na pewno nie od strony formalnej. Cały system rejestracji działalności jest bardzo przyjazny, a urzędnicy pomocni. Natomiast mieliśmy kilkakrotnie sytuacje, że ktoś naszej pracownicy zatrzasnął drzwi przed nosem, gdy okazało się, że jest to Polka. Takie sytuacje zdarzają się, niestety, w każdej branży. Było to niedługo po referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. To oczywiście przykre, jednak staramy się, by pojedyncze negatywne incydenty nie miały wpływu na naszą działalność.

Czy masz jakiś plan na rozwój?

Oczywiście. Wspomniałam wcześniej o problemach, jakie napotykają kobiety, które chciałyby rozpocząć działalność. Nieznajomość języka może być przeszkodą, ale czasem nawet mimo umiejętności w języku angielskim nie mamy siły podjąć wyzwania, bo wiąże się ono z dużą ilością zadań – ulotki, logo, reklama, strona internetowa, social media… To wszystko może przerosnąć osobę dopiero zaczynającą swoją ścieżkę. W związku z tym chcemy zaproponować takim osobom franczyzę, czyli skorzystanie z naszego logo i brandu, jako że jesteśmy już ustabilizowani na rynku.

Myślisz, że takie rozwiązanie jak franczyza się przyjmie?

Oczywiście. Jedną franczyzę sprzedaliśmy już dwa lata temu. Nie mamy problemu, by dzielić się sukcesem naszej marki – kolejna świetna ekipa promująca naszą firmę? Dlaczego nie? Mamy siedzibę w Swansea i chętnie rozszerzymy naszą działalność na Anglię. Franczyza ma same plusy – masz z głowy budowanie marki, strony internetowej, bo to wszystko już jest. Nawet pozyskiwanie klientów możesz zorganizować za naszym pośrednictwem. Pamiętam swoje własne początki i, jak bardzo stresujące były rozmowy z pierwszymi klientami. Zajęło mi sporo czasu, by się do tego przyzwyczaić.

Mieszkasz w Polsce, ale firmę prowadzisz w Walii. Jak to się stało?

Decyzja o powrocie była personalna – nasza córka nie odnajdowała się w brytyjskiej rzeczywistości i postanowiliśmy wrócić do Polski, by tam rozpoczęła szkołę. Całe szczęście nasza firma rozwinęła się już na tyle, że mogliśmy sobie na to pozwolić.

W jaki sposób koordynujecie funkcjonowanie firmy zza granicy?

Jesteśmy w tej chwili na etapie powiększania zespołu o mniej więcej jedną osobę miesięcznie, więc już jakiś czas temu musieliśmy zatrudnić kadrę zarządzającą; w tej chwili są to trzy stanowiska. Managerowie zarządzają firmą w naszym imieniu, jednak my sami też trzymamy rękę na pulsie. Jesteśmy na miejscu mniej więcej jeden tydzień w każdym miesiącu, ale przylatujemy też do UK w każde wakacje czy ferie.

Tradycyjnie już w naszym cyklu zapytam: co poradziłabyś kobietom, które chcą otworzyć własną działalność?

Obserwuj innych ludzi i się od nich ucz. Osobiście śledzę i podziwiam Martę Smith, która mieszka w tym samym mieście. Cieszę się każdym jej sukcesem, podobnie jak każdej innej kobiety, nawet konkurencji. Jest w Swansea firma sprzątająca, której właścicielką jest Brytyjka – zaczynała jako 18-latka, z jednym mopem i ścierką, a teraz jest naszą największą konkurencją. Jej też kibicuję, bo mój sukces nie jest zależny od czyjejś porażki.

Przede wszystkim jednak, jeśli masz pewność tego, co robisz — nie słuchaj rad ludzi, którzy nie mają pojęcia, jak naprawdę funkcjonuje biznes. Świat pełen jest domorosłych ekspertów, którzy niczego sami nie osiągnęli, ale mają opinię na każdy temat. Nie wiadomo w zasadzie, co nimi kieruje, jednak jeżeli ktoś nie szedł nigdy tą samą ścieżką, nie powinien Ci doradzać.

 


Z Kamilą Niećko rozmawiała

Izabela Jutrzenka Trzebiatowska

Udostępnij ten post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on print
Share on email

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.