Ella Urbanek do Anglii przyjechała z mocnym postanowieniem: do 5 lat mogę pracować dla kogoś, a później, choć by nie wiem, co – muszę stać się samodzielna. Nie miała jednak na to pomysłu. Po wielu perypetiach odkryła jednak na nowo coś, co siedziało w niej od zawsze i zaczęła iść za głosem swojej intuicji. Przeczytajcie jej historię!

Jak długo jesteś już w Anglii i jakie były Twoje początki?

Jestem tu już jedenasty rok. Sama nie wiem, kiedy to zleciało i jak to się stało, że znalazłam się tu, gdzie jestem, bo początki były trudne. Przyjechałam tu z jedną walizką i mieszkałam na początku w pokoju o wymiarach 2.70 na 1.70m. Początkowo chwytałam się każdej pracy, chcąc się ustabilizować. Zaczęłam więc od sprzątania. Praca nie była nie wiadomo jak ciężka, a sprzątałam domy dość znanych osób, więc był nas tam cały zespół, którego w końcu zostałam supervisorką.

Kiedy Ci się to znudziło?

Może nie znudziło, ale poczułam, że nadszedł czas, a do tego akurat zaszłam w ciążę, więc i tak musiałam przerwać pracę. Przyjeżdżając tu, dałam sobie do 5 lat na decyzję, co chcę dalej robić, ale wiedziałam na pewno, że chcę być samodzielna. Osoby z którymi pracowałam oraz bliscy znajomi, sami przekonywali mnie, że moje miejsce jest we własnej firmie. Widzieli we mnie ten potencjał w który i ja cały czas wierzyłam. Jeszcze będąc w Polsce, zawsze pracowałam na własny rachunek. Ciąża dała mi okazję do zastanowienia się nad tym wszystkim.

Moje życie osobiste było wtedy skomplikowane i wszystko to wisiało nade mną jak ogromny znak zapytania.

Miałaś jakiś plan?

Nie bardzo. W międzyczasie skontaktowała się ze mną przyjaciółka, z którą współtworzyłam niegdyś jedną z firm MLM w Polsce. Po rozmowie zdołała przekonać mnie, że osoba którą wspólnie znamy (co wzbudziło we mnie zaufanie) otwiera świetny plan biznesowy na rynek angielski, który czeka świetlana przyszłość. Po pierwszej rozmowie, osoba ta dość szybko „przyssała” sie do mnie i zaraziła swoim planem, który wydawał mi się faktycznie imponujący. Byłam przez jakiś czas dyrektorem tej firmy, niestety,  okazało się to jednym wielkim oszustwem, a ja zostałam tylko z długami. Lekcja bolesna, ale dzięki temu wiem już, jakich błędów nie popełniać.

Całe szczęście trafiłam mniej więcej w tym samym czasie na targi biznesowe w Manchesterze i tam poznałam Ewę Radziewicz – fantastyczną osobę, która jest znaną stylistką w Polsce i zajmuje się budowaniem wizerunku osobistego od lat. Słuchając jej prezentacji, nagle kliknęło we mnie: tak, to jest przecież to, czym zawsze chciałam się zajmować – pomagać kobietom w rozwoju wizerunku osobistego na różnych płaszczyznach.

Przypomniałam sobie, jak koleżanki zawsze zabierały mnie ze sobą na zakupy, bym doradziła im, co kupić, poza tym miałam wcześniejsze doświadczenie w krawiectwie i projektowaniu mody. Po prezentacji miałam całe szczęście okazję porozmawiać z Ewą i powiedziałam jej, że chcę rozpocząć działalność jako stylistka. Ewa stwierdziła, że widzi we mnie potencjał i chętnie mi pomoże. Niedługo potem przyjechała do mnie z Polski i nauczyła wszystkiego, co powinnam wiedzieć i tak to się zaczęło.

Co było Twoją główną motywacją, by zacząć ten biznes?

Przede wszystkim chciałam robić to, co kochałam, co sprawiało mi przyjemność, ale motywowało mnie również to, że osoby, z którymi pracowałam i którym udało mi się pomóc, utwierdzały mnie w przekonaniu, że powinnam iść tą drogą, choć na początku był oczywiście strach, czy sobie poradzę.

Wspominałaś mi, że wizerunek to nie tylko ubiór – co miałaś na myśli?

Należy zrozumieć, że wizerunek to coś więcej niż nasza powierzchowność. Wyobraź sobie, że widzisz czyjeś zdjęcie.

Piękna kobieta, markowe ciuchy na nienagannej sylwetce, perfekcyjny makijaż – no po prostu idealny wizerunek, tak? Teraz wyobraź sobie, że masz okazję poznać tę osobę osobiście. Okazuje się, że przy pierwszym wypowiedzianym przez nią zdaniu, cały ten czar pryska, bo jest np. wulgarna, niegrzeczna, zarozumiała. Czy to, jak wygląda ma w tym momencie jakieś znaczenie? Tu na pewno ubiór nic nie zmieni. Teraz inna osoba, przeciwieństwo tej pierwszej. Ubiór pozostawia dużo do życzenia, z wyglądu zmęczona, zero makijażu, swoim wyglądem chce być po prostu niewidzialną.  Po rozmowie z nią stwierdzasz, że to wspaniała, ciepła i bardzo utalentowana osoba. Jedynym problemem są jej kompleksy, które zbudowały cały jej wizerunek. Takim diamentom chcę pomagać. To jak przepiękny obraz, ale bez ramy, która dopełnia przecież całe dzieło sztuki. Czy ta metafora odpowie na postawione pytanie?

Oczywiście każda stylizacja czy metamorfoza końcowa jest inna, bo każda z nas jest niepowtarzalna. Wszystko jednak musi współgrać z twoim wnętrzem. Ja to nazywam stylizacją duszy, nie tylko ciała.

Metamorfoza autorstwa Ella Style

Co zauważasz wśród kobiet, z którymi przeprowadzasz metamorfozy?

Chyba to, jak bardzo mimo różnic jesteśmy do siebie podobne. Każda z nas ma takie rzeczy, których nie nosi, ale nieraz jest to więcej niż połowa szafy! Nie, nie kiwaj głową – wiem, że też tak masz! Część tych ubrań trzymamy z sentymentu, część z nadzieją, że jeszcze kiedyś będziemy miały okazję je założyć. Czasami są to rzeczy sprzed nawet 10 lat, w innym rozmiarze, niż mamy teraz i zupełnie nie pasujących do tej osoby, którą jesteśmy dziś. Zakupy też robimy podobnie – podoba się jakiś ciuszek na wystawie, więc trzeba go mieć. A potem przychodzimy do domu i okazuje się, że ani do nas, ani do reszty ubrań po prostu nie pasuje. Takie nieświadome zakupy na poprawę nastroju to przeważnie źródło chaosu w naszej szafie, strata cennego czasu i oczywiście pieniędzy.

A przecież gust też się zmienia z wiekiem.

Podobnie jak cała nasza osobowość. Dziś nie myślimy już tak, jak 15, 10, czy nawet jeszcze parę lat temu, prawda? Zmieniamy się cały czas, mamy inne priorytety, nabieramy mądrości, doświadczenia, prezentujemy się inaczej niż w przeszłości. Dlatego nasz wizerunek musi podążać za nami i za naszymi zmianami. Wszystko to tworzy jedną spójną całość i w taki też sposób oddziałujemy swoim wizerunkiem na nasze otoczenie.

Co daje kobietom taka metamorfoza?

Moim głownym założeniem i priorytetem jest pomóc kobietom odnaleźć tę wewnętrzną moc, która powoduje, że nic nie może stanąć ci na przeszkodzie do zrealizowania własnych celów, marzeń czy czegokolwiek sobie zapragniesz. Metamorfoza właśnie w tym pomaga i to bardzo. To dość długi proces, bo nie chodzi tylko o zmianę szafy, nawyków i końcowy efekt w postaci zmiany wizerunku, ale przede wszystkim za tym musi iść zmiana naszego nastawienia do samej siebie. Do pokochania siebie, całą sobą i całym sercem. Jak to przerobimy, to później już tylko z górki.

Chcę powiedzieć, że tylko podejście holistyczne do zmian da nam wymierne korzyści, a przy tym efekt WOW!

Wytwarzasz też biżuterię – jak odnalazłaś tę pasję?

Moi rodzice przez 25 lat prowadzili biznes ze sztuczną biżuterią, a ja byłam ich projektantką. To kolejna rzecz, która we mnie odżyła i którą postanowiłam robić zawodowo. Sklepowa biżuteria ma to do siebie, że jest produkowana taśmowo, brak jej czegoś charakterystycznego, czym można się wyróżnić. Tworzę więc naszyjniki, z których każdy jest inny; wybierając jeden, otrzymujesz coś zgodnego z twoją energią, co z tobą w jakiś sposób rezonuje, przyciąga.

A jak wygląda Twoja współpraca z BiznesMama network?

Wiem, że za 2 tygodnie będziesz przeprowadzać wywiad z Marleną Wawrzenczak, która stworzyła tę grupę, więc na pewno powie Ci o niej dużo więcej o jej historii i misji. Od niedawna mam przyjemność współtworzyć to przedsięwzięcie wraz z Marleną i jest to coś zupełnie fantastycznego. Łączy w sobie wszystko, co wiąże się z kobiecością. Jesteśmy grupą kobiet, które wzajemnie się wspierają, podnoszą na duchu i mobilizują do działania. Wszystkim nam zależy na niezależności – nie tylko tej finansowej, ale też osobistej, tym, jak jesteśmy traktowane przez ludzi, którzy nas otaczają.

Jaką masz jedną dobrą radę dla kobiety, która chciałaby rozpocząć własną działalność?

Przede wszystkim musisz porządnie zgłębić swoje własne „ja”, swoje marzenia; nawet cofnąć się lata wstecz i znaleźć coś, co kochasz lub kochałaś kiedyś robić. To może być coś, co niekoniecznie kojarzy Ci się z biznesem – nawet gotowanie czy sprzątanie.

Najważniejszy jest ten moment, kiedy uświadamiasz sobie, co kochasz robić, co sprawia Ci przyjemność. Co, gdybyś miała pieniądze, mogłabyś robić, gdybyś nie musiała zarabiać na tym? Kiedy już jesteś pewna, czym chcesz się zająć, to postaw pierwszy krok — nieważne, jak bardzo się boisz — potem będziesz już wiedziała, jak postawić drugi.

Z Ellą Urbanek rozmawiała

Izabela Jutrzenka Trzebiatowska