Anna Szeląg swoją karierę w branży kosmetycznej rozpoczęła z chęci podzielenia się swoją wiedzą na temat zdrowego stylu życia i naturalnych produktów pielęgnacyjnych, będących alternatywą dla sklepowych syntetyków, do których wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni. Młodzieńcza pasja przerodziłą się wkrótce w świetnie prosperujący biznes, który połączył kobiety w jej lokalnej społeczności. Przeczytajcie naszą rozmowę!

Jak zaczynałaś swoją przygodę z biznesem?

Do Wielkiej Brytanii przyjechałam 10 lat temu. Pierwsze 4 lata spędziłam w Szkocji, jednak w pewnym momencie miałam dość tamtejszej pogody i przeniosłam się do Anglii. Po jakimś czasie dołączyła do mnie siostra. Przyjeżdżając do Wielkiej Brytanii, obie miałyśmy trudności ze znalezieniem zdrowych produktów, zarówno żywności, jak i kosmetyków. W UK ludzie kupują wszystko w Bootsie i supermarketach, gdzie ciężko jest znaleźć coś naturalnego. Wraz z siostrą zaczęłyśmy więc sprowadzać dla siebie produkty zza granicy.

Anna Szeląg (fot. Agnes Sroka)

Co sprawiło, że postanowiłaś zrobić z tego biznes?

Tak jak wspomniałam, na początku sprowadzałyśmy wszystko dla siebie i nie planowałyśmy nikogo „nawracać” na ekologiczny styl życia. Wszystko zmieniło się jednak cztery lata temu, kiedy nasz tata zachorował. Obie miałyśmy dużą wiedzę na temat zdrowia i robiłyśmy wszystko, by pomóc mu wyzdrowieć. Niestety, nie udało mu się wygrać z rakiem. Jednak ostatnie miesiące i to, jak zmienił wszystkie swoje nawyki, walcząc o życie, pokazały nam, że trzeba jednak ludzi uświadamiać na temat zdrowia.

Po śmierci taty miałyśmy pół roku zadumy, po czym postanowiłyśmy właśnie dla niego otworzyć firmę, której misją będzie promowanie zdrowia – szczególnie w UK. Sytuacja emigranta jest o tyle inna, że wiele osób nie ma tutaj rodziny, która pomogłaby nam o siebie dbać czy pilnować naszych nawyków.

Jak wyglądały te początki i co było najtrudniejsze?

Najpierw założyłyśmy sklep internetowy z kosmetykami, stopniowo wprowadzając do oferty minerały i witaminy. Najtrudniejsze było dla mnie chyba przezwyciężyć moje własne opory i kompleksy. Miałam obawy, że sobie nie poradzę, nie miałam pewności siebie w sprzedaży. Wiedziałam, że produkty są świetne, chyba nie ma lepszych – co do tego nie miałam wątpliwości. Wszystkie spełniały wymogi przepisowe, miały certyfikaty Eco. Miałam jednak w sobie taką nieśmiałość, na początku koncentrowałam się więc tylko na sprzedaży – promocji online. Po roku zauważyłam, że miałam nadal tę samą pulę klientów. Nic dziwnego — jest tyle firm, że ludzie boją się kupować ze źródeł, których nie znają; trzymają się kosmetyków, które mają całkowicie syntetyczny skład, bo znają daną markę. Postanowiłam więc wyjść im naprzeciw i zdobyć ich zaufanie.

Od czego zaczęłaś?

Wpadłam na pomysł, by zorganizować beauty nights, czyli wieczorki poświęcone pielęgnacji urody. Jako zachętę oferowałam darmowe, przygotowywane na miejscu kosmetyki dla osoby, która przyprowadzi ze sobą pięć koleżanek. Podczas tych spotkań dziewczyny słuchały wykładów na temat organicznych kosmetyków, uczyłam je, jak czytać składy, potem wspólnie mieszałyśmy kremy czy serum.

Ten drugi rok działalności, gdy organizowałam beauty nights, jeździłam na kiermasze i spotkania biznesowe, był dla mnie rokiem wielkiego rozwoju. Miałam tylu klientów, że musiałam w końcu zatrudnić pracownice do pomocy. Wszystko dzięki temu, że wyszłam do klientów i oprócz produktu dałam im jakąś wartość. Mimo że zawsze i tak razem z produktami wysyłałam opisy, po pewnym czasie zdałam sobie sprawę, że wiedza o kosmetykach ekologicznych jest mała. Zaczęłam więc swoich klientów edukować: mówić, jak czytać składy, jakie mają prawa jako konsumenci, które rośliny mogą uczulać, ale też instruować też w bardziej praktycznych kwestiach: jak stosować aromaterapię, jak stworzyć samemu odświeżacz, jak zwalczać grzyb przy pomocy olejków – taką fajną, codzienną wiedzę.

Faktycznie – jeśli klientowi nie pokażesz, jak stosować Twój produkt, to nie będzie umiał z niego korzystać

Oczywiście. Wśród moich klientów znajdują się osoby, które mają wiedzę na temat produktów ekologicznych, czasami większą niż ja, ale są też tacy, którzy nigdy nie używali eko-kosmetyków i nie mieli pojęcia, że mogą na przykład kupić osobno keratynę czy jedwab do włosów.

Teraz wiedzą, że każdy pojedynczy składnik mogą nabyć osobno i dodać na przykład do swojego szamponu. Podczas spotkań z klientami mówię też sporo o diecie i dbaniu o cerę. Ludzie stresują się, piją alkohol, palą papierosy – to wszystko zostawia ślad. Emigracja przysparza jednak wiele stresu.

Pamiętam, że zaraz po przyjeździe do Wielkiej Brytanii zauważyłam, jak wiele kobiet nie dba o siebie. Pracują w fabrykach lub magazynach i stwierdzają, że im się nie opłaca dobrze wyglądać, bo przecież pracują fizycznie w zupełnie niekobiecych ubraniach roboczych. Zatracają swój styl, łącznie ze stylem życia i jakby zapominają o swojej kobiecości. Kobieta jest jednak kobietą i powinna czuć się piękna niezależnie od tego, czy pracuje fizycznie, czy nie. Wraz z Anną Smyk oraz Anną Białous-Griffits dobrałyśmy się więc w zespół i zaczęłyśmy organizować wydarzenia przeznaczone właśnie dla kobiet, by mogły się spotkać i wymienić doświadczeniami, zdobywać nową wiedzę, poczuć się znowu kobieco.

Jak wyglądały te spotkania?

Podczas spotkań pokazywałam, jak można dbać o siebie w naturalny sposób, bez tony niepotrzebnych zabiegów i chirurgii. Ania Smyk demonstrowała, w jaki sposób zatuszować nasze niedoskonałości i uwydatnić nasze najmocniejsze strony przy pomocy makijażu. Ania Białous-Griffiths z kolei opowiadała o tym, jak ważna jest pewność siebie. Wszystkie trzy organizowałyśmy te warsztaty, by pokazać, ile nas, jako kobiety, łączy i jak możemy się wzajemnie inspirować.

Na czym polega fenomen Twoich produktów? Jak je wytwarzasz?

Kosmetyki, które sprzedaję, różnią się od dostępnych w sklepach tym, że trzeba je mieszać. Zamawiam hurtowe ilości samych surowców naturalnych z krajów pochodzenia, np. 5 kg oleju arganowego z Maroka, shea z różnych krajów afrykańskich, kwasy hialuronowe – te akurat zamawiam z Polski, podobnie jak bazy do kremów. Po wymieszaniu pakuję je w ekologiczne opakowania z plastiku farmakologicznego, który nie wchodzi w reakcje z produktami.

Bardzo podobają mi się te opakowania – proste i estetyczne.

Jeśli chodzi o opakowania, niedługo będę wprowadzać zmiany, bo zauważyłam, że klientki zwracają na nie uwagę i lubią jednak, jak kosmetyk wygląda estetycznie na toaletce. Będę więc zmieniać estetykę na retro w stylu dawnej apteki.

Jak wygląda Twój biznes w tej chwili?

Firmę prowadzę już od 2012 roku. Obecnie mam pięciomiesięczne dziecko, więc chwilowo zawiesiłam aktywność mojej strony internetowej, ale firma dalej działa; po prostu przyjmuję zamówienia wyłącznie mailowo, by móc im sprostać. Moja firma ma stałych klientów, więc od początku działalności przeszłam długą drogę. W tej chwili jestem dostawcą do salonów kosmetycznych, miałam kilka wywiadów w radiu, jeżdżę dalej na spotkania biznesowe.

Jakie masz plany na rozwój firmy?

Angażuję się w wiele projektów, przy których współpracuję z innymi osobami i firmami. Współorganizowałam już zumbę dla Polek w Kettering, kilka razy wydarzenie charytatywne dla fundacji McMillan, oprócz tego wraz z Anią Smyk robimy sesje zdjęciowe – najbliższe już na nadchodzące Walentynki. Taka sesja wiele daje, jeśli chodzi o samopoczucie kobiety. Kiedy ktoś cię ładnie umaluje i ubierze, patrzysz potem na swoje zdjęcia i widzisz siebie z zupełnie innej perspektywy. Kiedy po raz pierwszy ogłaszałyśmy z Anią sesje zdjęciowe, myślałyśmy, że zgłoszą się głównie dziewczyny o urodzie fotomodelek, tymczasem odezwały się do nas kobiety o różnych typach urody. Były wśród nich kobiety wykonujące typowo męskie zawody, które otoczenie postrzega niemal jak facetów. W zeszłym roku miałyśmy więc dużo sesji z prawdziwymi metamorfozami i w tym roku zapowiada się podobnie.

Skąd u Ciebie tyle wiedzy na temat zdrowia i produktów ekologicznych?

Cała moja rodzina jest bardzo eko. Od zawsze nie chcieliśmy używać produktów dostępnych w większości sklepów, tylko organicznych – z witaminami, minerałami, do tego ważne było dla nas zdrowe odżywianie. W zasadzie od żywienia się zaczęło, a potem doszły do tego kosmetyki. W tej chwili wraz z siostrą używamy już tylko kosmetyków organicznych. Ciało ludzkie i tak nie przyjmuje zbyt dobrze produktów syntetycznych. Te składniki odkładają się w naszym organizmie, bo jest to jednak chemia.

Czy masz jakąś radę dla kobiet, które chciałyby otworzyć własny biznes?

Biznes wymaga cierpliwości i odporności na różne przeszkody, które staną nam na drodze. Czasami najbliższe osoby potrafią najbardziej ściągać nas w dół. Ważne, by to przeczekać i nie dać podkopać naszej wiary. Warto z tego wszystkiego brać lekcje i nie poddawać się przy pierwszej przeszkodzie. Gdy zaczynałam kilka lat temu w Northampton, równocześnie ze mną otwierało firmy wiele osób. Teraz zostało ich bardzo niewiele, może z 10% tej grupy. Część zjechała na stałe do Polski, inni poddali się i wrócili na etat.

Dlatego mimo tego, co będą mówić inni, idź za swoim instynktem i spróbuj, bo nawet jeżeli się nie uda, to wyjdzie się tego z nowymi umiejętnościami i silniejszym charakterem, a zdobyta wiedza często okazuje się uniwersalna. Najważniejsze to się odważyć i uwierzyć w siebie. Biznes to przede wszystkim praca nad sobą. Każdej osobie, która się zdecyduje na ten krok, życzę dużo odwagi i samozaparcia.

 

 

Z Anną Szeląg rozmawiała

Izabela Jutrzenka Trzebiatowska

%d bloggers like this: