fbpx

#BiznesNaSzpilkach rozmawiam z kobietami, które swoją ambicją i wytrwałością osiągnęły sukces i prowadzą rozwijające się prężnie biznesy. Dziś chcę Wam przedstawić Agatę Jaślarz, która – choć dopiero zaczyna swoją drogę jako broker finansowy – z godnym podziwu uporem i determinacją wytrwale realizuje swój plan kobiety skazanej na sukces.

Twoja kariera w Anglii rozwinęła się dość nietypowo. Jakie były Twoje początki?

Faktycznie, do Anglii przyjechałam w 2012 roku, więc nie tak niedawno. W Polsce pracowałam przez chwilę na etacie, ale dość krótko. Po przyjeździe do Anglii, szybko znalazłam pracę w magazynie przez agencje pośrednictwa. Na początku było pod górkę, bo pracowałam nieregularnie, nieraz po 2-3 tygodnie, a potem nic, ale dzięki tej pracy nauczyłam się z czasem angielskiego. W końcu, po dwóch latach, postanowiłam znaleźć lepszą pracę.

I skąd pomysł na nieruchomości?

W zasadzie nie był to mój określony cel – tak się po prostu złożyło, że będąc u agenta, od którego wynajmowałam mieszkanie, Wakefield Move Housing, zapytałam przy okazji o pracę. Akurat nie mieli wolnego etatu, ale nie dałam za wygraną. Zapytałam o wolontariat – kilka godzin w tygodniu, w zamian za możliwość nauki i zdobycia doświadczenia w pracy w biurze. Dalej pracowałam więc w magazynie, a w wolne godziny przed pracą szłam na wolontariat do agencji. Kilka tygodni później, agencja zaproponowała mi pracę na pół etatu, ale już po dwóch dniach okazało się, że jestem w biurze niezbędna i tak dostałam ofertę pracy na pełen etat.

Wiedziałaś, że tak będzie?

Miałam nadzieję, ale gdyby tak się nie stało, po prostu kontynuowałabym wolontariat. Byłam nastawiona na zdobywanie wiedzy. Wielu ludzi nie docenia szansy, jaką jest wolontariat. Nie mówię o sytuacji, gdy chciwy pracodawca każe komuś pracować za darmo – to zupełnie co innego. Istotą wolontariatu jest w końcu to, że jest dobrowolny. I nie jest też tak, że jest całkiem niepłatny – wiedza to bezcenna rzecz, bez której nie da się ruszyć dalej w żadnej branży. Tak naprawdę to było moje wynagrodzenie.

Jak wyglądała Twoja praca w agencji nieruchomości?

Zajmowałam się wieloma sprawami, głównie HMO (Houses in Multiple Occupation) – to domy dzielone i wynajmowane na pokoje. W sumie w portfolio mojego czteroosobowego zespołu przez dwa lata znalazło się ponad 1000 jednostek – głównie pokoi, ale też domów, mieszkań; tych zamieszkałych i do wynajęcia.

Większość mojego czasu zajmowała organizacja prac związanych z utrzymaniem nieruchomości (napraw) i nadzorem nad stanem technicznym domów i rozwiązywaniem problemów lokatorskich. Miałam też sporo kontaktu z klientem podczas umawiania oględzin mieszkań, ale też podpisywania umów. Wydzielałam też klucze, co przy ponad 750 sztukach było nie lada wyzwaniem.

To duży natłok pracy, nawet przy podziale zadań w zespole.

Taka jest specyfika pracy w nieruchomościach pod wynajem. Moja praca nie zawsze też kończyła się po wyjściu z biura. Gdy miałam dyżur, wtedy po 17:00 pracowałam „w terenie”, czyli sama jeździłam oglądać mieszkania z potencjalnymi najemcami lub wydawałam pokoje. Były też nagłe wypadki, na które odpowiadałam nawet w nocy. Zdarzyło się, że w którymś domu pękła rura, wyciek zalewał mieszkanie i musiałam jechać żeby zakręcić zawór lub wpuścić hydraulika. Brak prądu, brak wody – typowe awarie.

Co najbardziej podobało Ci się w Twojej pracy?

Bywały inne fajne akcenty, na przykład networkingi, w których uczestniczyłam z ramienia firmy. Na jednym z nich, spotkaniu fridomiaków w Leeds, poznałam grupę polskich inwestorów i nasłuchałam się dużo o inwestowaniu w nieruchomości oraz wolności finansowej. Spodobał mi się ten temat i zaczęłam go drążyć w wolnym czasie. Temat nieruchomości był mi już przecież znany i czułam się w nim dobrze.

Zapracowałaś sobie na awans?

O, tak. Firma doceniła moje wysiłki i po około półtora roku przekazała w moje ręce pierwsze, nowootwarte biuro w Doncaster. Niestety, po tak długim czasie pracy non-stop, po prostu się wypaliłam. Pracę rzuciłam niemal z dnia na dzień i po negocjacjach wróciłam tylko dokończyć miesięczne wypowiedzenie. W międzyczasie ukończyłam kursu administracji w biznesie – miałam więc nowe kwalifikacje i dobre doświadczenie, więc szybko znalazłam nową pracę.

Ale chyba nie w nieruchomościach?

Moją nową pracą było sprawdzanie wyciągów z kart kredytowych, pożyczek oraz kredytów mieszkaniowych, ale przymierzałam się do wolontariatu w kolejnej agencji nieruchomości. Pozwalał mi na to mój grafik (4 dni pracy, 4 dni wolnego), tylko że tym razem mój plan zmienił się, zanim wcieliłam go w życie.

Starałam się wtedy o kredyt na dom i okazało się, że muszę przepracować pełen rok, żeby go dostać, ponieważ pracowałam przez agencję. Potem miałam iść do brokera, który miał mi załatwić kredyt. Wtedy właśnie zainteresowałam się pracą samego brokera i wciągnęło mnie to tak bardzo, że postanowiłam sama zostać brokerką. Przez 8 miesięcy uczyłam się wszystkiego w domu, z książek i w końcu uzyskałam Certificate In Mortgage Advice and Practice (CeMAP) z The London Institute of Banking and Finance.

 

Kim dokładnie jest broker finansowy?

Broker finansowy to osoba, która zajmuje się oceną zdolności kredytowej. Ma dostęp do ofert wszystkich banków, tłumaczy klientom stałe i zmienne stopy procentowe i objaśnia kryteria przyznania kredytu. Następnie w imieniu klienta aplikuje do banku o kredyt, załatwia prawnika i osobę do wyceny oraz oceny stanu technicznego domu. Najprościej mówiąc: przeprowadza klienta przez cały złożony proces zakupu nieruchomości oraz jej zabezpieczenia.

Czy od razu po uzyskaniu licencji znalazłaś prace w swojej nowej branży?

Jeszcze zanim uzyskałam certyfikat, na networkingu w Polish Business Link poznałam brokera i dyrektora Dariusza Karpowicza z firmy Albion, który zaproponował mi współpracę w Doncaster na własnej działalności, głównie przy ubezpieczeniach, ale również jako paraplanner – czyli osoba, która zbiera od klientów wszystkie dane potrzebne do uzyskania kredytu hipotecznego. Są to payslipy, wyciągi bankowe, niezbędne kopie dokumentów oraz reszta administracji. Kompletna aplikacja wędruje wtedy do osoby decyzyjnej, czyli brokera.

Czyli przyuczałaś się do zawodu?

Można tak powiedzieć. Po uzyskaniu certyfikatu zaczęłam robić rekonesans na rynku i w tej chwili negocjuję współpracę z firmą w Manchesterze jako pełnoprawny broker, który od początku do końca przeprowadza klienta przez cały proces. To wiąże się ze sporą odpowiedzialnością – w końcu kwoty kredytów opiewają na kilkaset tysięcy. Ale jest to coś, co chcę robić, by zrealizować mój dalszy plan.

Jaki to plan?

Wspominałam o wolności finansowej, prawda? No, właśnie. To jest mój plan: zbudowanie portfolio moich własnych nieruchomości, które będą stale zyskiwać na wartości, ale też generować dochód każdego miesiąca, niezależnie od tego, czy ja sama pracuję, czy nie.

Co najbardziej motywowało Cię żeby zdobyć licencję brokera?

Widzisz, uwielbiam podróże i sport. Biorę udział w biegach na 10km i półmaratonach. To rzeczom, które naprawdę lubię, chce poświęcać swój czas. Dlatego interesuje mnie sukces. Jestem fanką Roberta Kiyosaki („Bogaty ojciec, biedny ojciec”), który uczy tego, co wiedzą ludzie bogaci, a nie wie tego klasa średnia oraz ludzie biedni: że pieniądze mają pracować dla nas, a nie my dla pieniędzy. Praca brokera wiąże się z wysokimi zarobkami, które pozwolą mi zrealizować mój plan inwestycji w nieruchomości i dzięki temu mieć więcej czasu na rzeczy, które naprawdę chcę robić. Teraz, a nie za 20 lat. I to jest właśnie moja motywacja.

 

Co poradziłabyś kobietom, które chciałyby pójść drogą podobną do Twojej?

Przede wszystkim: nie pozwól, by opanował Cię strach przed porażką. Jeśli do czegoś dążysz, to musisz założyć, że się uda. Nie rezygnuj, gdy napotkasz trudności, tylko myśl, jak je pokonać, żeby dopiąć swego i działaj teraz. U mnie nie ma słów „nie wiem”, czy „nie umiem”. Jeśli nie umiem, to zaraz się nauczę. Jeśli nie wiem, to się dowiem. Nikt nie wie wszystkiego od razu – to te małe lekcje budują naszą osobowość i dzięki temu poznajemy nowe możliwości i idziemy dalej.

Jeśli jesteś kobietą prowadzącą własną działalność w UK i chcesz opowiedzieć swoją historię – napisz do nas! Twoja historia ukaże się w naszym czwartkowym cyklu #BiznesNaSzpilkach. 

Odezwij się też, jeśli potrzebujesz pomocy, by założyć własną działalność! 

[/fusion_text][fusion_text]Z poważaniem

Izabela Jutrzenka Trzebiatowska