fbpx

„Emigracja pozytywnie mnie zaskoczyła. Nawet poza własnym krajem można realizować swoje marzenia i pasje” – mówi Monika Wiącek, polonistka i geograf z wykształcenia, dziennikarz i prezenter radiowy, pasjonatka fotografii i filmu. Jej życie jest multi-, dokładnie jak nazwa firmy, którą prowadzi z mężem.

Kto jest szefem Multi–Vision?

Ja, oczywiście (śmiech). Grzegorz jest głową, a ja jestem szyją. A tak na serio, każde z nas ma swoje zadania i jest odpowiedzialny za nie. Tu musi istnieć współpraca i współdziałanie.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z Multi-Vision?

To był nasz wspólny pomysł. Ale to ja, pewnego dnia, 2015 roku powiedziałam – no to spróbujmy! Grzegorz od dawna pasjonuje się fotografią. Ja też zawsze interesowałam się zatrzymaniem w kadrze piękna dnia codziennego. Dużo podróżujemy, więc naszymi nieodłącznymi towarzyszami są aparaty. Do zdjęć i filmów. Najpierw zbieraliśmy wszystko do szuflady. Pojawialiśmy się na wydarzeniach kulturalnych, muzycznych. Nasze fotografie otrzymywały bardzo dobre recenzje. I tak stopniowo zaczęły pojawiać się zlecenia.

I tak oto założyłaś własny biznes… (no dobra, wspólnie z mężem). A nazwa?

Jak już wspomniałam, nazwa oddaje w pełni charakter naszej pracy. Nie zamykamy się w jednej przestrzeni. Jesteśmy multi – i to dosłownie. Mamy szerokie spectrum zainteresowań. Uwielbiamy fotografię koncertową, zdjęcia w plenerze. Tworzymy też materiały spod wody. Fotografia podwodna to konik Grzegorza. Ja też nurkuję, ale trzymanie kamery, jej obsługa, operowanie światłem i jednoczesne skupienie się na swoim bezpieczeństwie to zadanie przekraczające wszystkie moje wielofunkcyjne zdolności! (śmiech). Każde z nas ma w tym wszystkim swoją rolę. Grzegorz, poza tym, ma dobre oko do detali, ja wychwytuję całość. Ja przedstawiam swoją wizję, on ja uzupełnia szczegółami i tak powstaje projekt filmowy.

Czyli to Ty szkicujesz plan, scenariusz, ale też dorzucasz glos.

Właśnie. To z kolei mój mocny punkt. Praca z głosem to coś, co uwielbiam. Jak chyba każdy radiowiec. Ten bakcyl podąża za mną z Polski, z Kielc, gdzie w 2001 roku zaczęłam swoja dziennikarską przygodę. Cieszę się ogromnie, że mogę kontynuować te pasje w UK, współprowadząc program Polish Waves w Cambridge 105 radio oraz w Huntingdon Community Radio.

Twój głos możemy tez usłyszeć w materiałach zrealizowanych w ramach Multi-Vision.

Tak, to prawda. Zaczęłam od nagrywania spotów zapowiadających nasze radiowe audycje. Potem okazało się, że do reportaży i dokumentów przydałby się narrator. Nowa rola lektora bardzo mi się spodobała (śmiech). Ważnym dla mnie momentem było nagranie pierwszego audiobooka (Beatrice Bartlay |Work Smart Not Hard”). Teraz pracuję nad kolejnym (Agata Limanówka „Od stresu do sukcesu”).

Czyli spełniło się jedno z Twoich marzeń?

Nigdy nie myślałam, że będę pracować głosem. Słyszałam wprawdzie komentarze, że powinnam, że fajnie się mnie słucha. Nie brałam tego na serio. Do czasu, kiedy do akcji (znów!) wkroczył mój mąż. Przygotował mi mini studio, mówiąc — teraz nie masz wymówek!

Dobrze mieć kogoś, kto zjawi się w odpowiednim momencie.

Do tego akurat mam duże szczęście. Grzegorz ma taki dar (bo inaczej tego nazwać nie mogę), że jak jest czegoś w stu procentach pewien to ta jego wizja prędzej czy później się materializuje. Tak było w Polsce, gdy zaczęłam pracować w radiu, tak było i w Anglii, kiedy dostałam pracę nauczyciela języka polskiego jako obcego, a potem znów, gdy pojawiłam się w eterze. No i wreszcie wizja biznesu, która tez się w końcu zmaterializowała.

Dużo Twoich ról w tym wszystkim. Gdzie czujesz się najsilniejsza? Na którym polu wygrywasz?

Dobre pytanie. Jak możesz wywnioskować, z tego, co już powiedziałam, najlepsza jestem w… gadaniu (śmiech). Grzegorzowi na pewno nie odbiorę tytułu eksperta w dziedzinie fotografii, szczególnie podwodnej. On też głównie zajmuje się montażem, zostawiając mi pole manewru na gruncie edycji dźwięku i obróbki zdjęć w zakresie fotografii. Poza tym definitywnie wygrywam na polu organizacyjnym. To ja wykonuję telefony, umawiam się na spotkania z klientami, pilnuję terminów. Czasem narzucam za duże tempo – to mój minus. Zdarza się, że zapominam, że jeszcze pracuję na etacie.

I jesteś mamą aktywnego 9-ciolatka!

I kiedy trzeba, rzucam wszystko, i pędzę na zawody pływackie czy gimnastyczne, trzymam kciuki, robię zdjęcia i cieszę się każdą spędzoną rodzinnie chwilą.

To pytanie nasuwa się samo – czy dla Ciebie doba rozciąga się jakoś?

Ha, ha! Musi, nie ma wyjścia. Jest trudno czasem, to prawda. Trudno zmieścić w czasie te wszystkie rzeczy, które trzeba zrobić. Trzeba wybierać, co w tym momencie jest najważniejsze. Sęk w tym, że zaczyna mi to już bardzo dokuczać. Bo jak możesz funkcjonować 8 godzin w pracy, gdy pierwsza nad ranem to Twoja typowa godzina do snu?

Myślałaś o rezygnacji z etatu? Twoja główna praca jako trener kompozytowy to zupełnie inna bajka…

Poniekąd tak, ale to w dalszym ciągu po trosze rola nauczyciela. Lubię dzielić się wiedzą, jestem z natury cierpliwą osobą, cieszy mnie widok młodych ludzi, którym udzielił się mój entuzjazm. Pamiętam swój pierwszy wyjazd do Silverstone i to wyjątkowe uczucie, kiedy patrzysz na bolid i widzisz swoją cegiełkę, włożoną w tę misterną sztukę. Praca z włóknem węglowym to bowiem swego rodzaju sztuka – jesteś jak chirurg, który za pomocą skalpela tworzy, naprawia. Transferując informacje z rysunku technicznego budujesz spoiler, lusterka, pokrywę do silnika czy elementy składające się na wewnętrzną konstrukcje samolotu pasażerskiego.

Z drugiej strony, spędzając 8 godzin na tego rodzaju pracy, czasu na moje dodatkowe zajęcia pozostaje nie za dużo. Był moment, że zdecydowana byłam postawić wszystko na jedną kartę, rozmowa z szefem dosłownie wisiała na włosku. A wtedy okazało się, że moja rola w tej firmie zmienia się i staję się bardziej zaangażowana w sprawy dydaktyczne. I znów dzielę czas między etat i moje pasje… Łatwo nie jest, ale myślę, że każda decyzja wymaga przygotowania i pewnej gotowości. Kiedy odpowiem sobie na pytanie – tak, to ten moment, nie jestem w stanie powiedzieć. Wiem jednak, że taki split nie może trwać w nieskończoność.

 

Z Moniką Wiącek rozmawiała

Izabela Jutrzenka Trzebiatowska